Noc była spokojna, chociaż koniec lata dawał o
sobie znaki. Specyficzny zapach jesieni unosił się wokół obwieszczając
zbliżające ochłodzenie. Dwoje młodych ludzi siedziało w jednej z wież Hogwartu
rozmawiając o wszystkim, co miało miejsce niedawno.
- Nie wierzę, że to był zwykły wypadek. - przyznała
dziewczyna okrywając się narzutą znalezioną w kącie pomieszczenia.
- Ja też, to co wbiło się w korytarz miało za
zadanie przynajmniej okaleczyć. - odparł blondyn kładąc się na sianie.
Większość sów odleciała z wieży na nocne łowy, więc nie musieli przejmować się
hałasem, który mogły narobić.
- Nie zastanawia cię fakt, iż w całym pociągu tylko
nas mogło to zabić? - spojrzała na niego porozumiewawczo.
- Zemsta?
- Jest trochę ludzi, którzy mogą mieć do nas urazę.
Chociażby rodziny śmierciożerów, których wpakowaliśmy do Azkabanu. - chłopak westchnął ciężko.
- Jeżeli to prawda, to musimy sami wszystko zbadać.
Prorok i Ministerstwo nic nam nie dadzą, bardziej zastanawia ich, co nas łączy.
- rzucił zamykając oczy.
- Ron i Pansy pewnie dolali oliwy do ognia.
- Pansy nic nie wie, jest zazdrosna o każdego, kto
przebywa obok dłużej niż minutę. - mruknął znużony.
- Też nie mówiłam Ronowi. Jest...porywczy, czasami
za bardzo. Potrafi z głupiego listu od Kruma znalezionego gdzieś w śmieciach
zrobić problem, nie ma w ogóle szacunku do jego śmierci. - chłopak popatrzył na
nią zmęczony.
- Nie chcę, żebyś cierpiała. - odparł dotykając jej
dłoni. Cofnęła ją natychmiast.
- Draco, proszę. - szepnęła. - To nie jest dla mnie
łatwe. Nawet nie wiesz, ile razy brakowało mi ciebie obok. To, co się
działo...nie zdajesz sobie sprawy. Ja wiem, że tak właśnie musimy żyć, że ty
masz być z Pensy a ja z Ronem. To nasze przeznaczenie i nic tego nie zmieni.
- Szukałem sposobu. - warknął zaciskając szczęki. -
Szukałem sposobu na tę cholerną klątwę, Granger. Pojechałem do samej Tajlandii,
ale za cholerę nikt nie zna rozwiązania. - szatynka popatrzyła na niego ze
smutkiem. Powoli wyciągnęła dłoń spod koca i splotła swoje palce z palcami blondyna.
Ten natychmiast spojrzał na nią. - Oddałbym wszystko, żeby móc z tobą być,
Hermiono.
- Ja też, Draco. - jęknęła czując jak spod jej oczu
wypływając łzy. Opadła na klatkę blondyna płacząc cicho. Chłopak przycisnął ją
mocniej do siebie czując coraz większą nienawiść do ojca, który zesłał mu
takowy los.
Wiadomość o powrocie Ślizgona i Gryfonki rozniosła
się z prędkością światła. Wszyscy dopytywali się, czy to co wyczytali w Proroku
jest prawdą nie zwracając nawet uwagi na gniewne spojrzenia Malfoya i ostre
odpowiedzi Granger. Najgorsi jednak okazali się ci, którzy związali z nimi
swoje życie. Pansy miotała wściekłymi komentarzami w stronę szatynki a Ron
widząc gdziekolwiek blondyna odgrażał się, że w końcu go zabije. W efekcie
zarówno panicz Malfoy jak i panna Granger chowali się przed światem skupiając
na sytuacji, która miała miejsce w pociągu. Były to momenty rzadkie, ale jednak
dawały efekty.
- Udało mi się podkraść do gabinetu McGonagall.
Merlinie, żeby nic nie zauważyła. - mruknęła dziewczyna rozkładając przed nimi
długi pergamin z opisem całego wypadku.
- "Nie znaleziono żadnych śladów czarnej
magii" - zacytował chłopak drapiąc się po brodzie.
- Nieważne jaki to był rodzaj magii, miał za
zadanie skrzywdzić. - westchnęła siadając na jednym z drewnianych krzeseł.
Znajdywali się w pustej sali od historii, którą wcześniej zabezpieczyli
czarami, aby nikt ich nie słyszał.
- W Carmody miał miejsce podobny wypadek, też
napadnięto na pociąg pełen uczniów. No i też ktoś zaginął.
- Lucy Spenser. - oparła szatynka podnosząc jeden z
pergaminów. - Uczennica piątego roku z Dumstrangu.
- Nie kojarzę jej. - przyznał wyjmując z kieszeni
paczkę papierosów. Nie zareagowała na to, przyzwyczaiła się już do nałogów
chłopaka i nie przeszkadzały jej o ile nie pogłębiał się w nich bardziej.
Grudniowy wieczór, właśnie ogłoszono iż Lucjusz
Malfoy został złapany przez Ministerstwo i zamknięty w Azkabanie dożywotnio.
Mroczne czasy minęły a świat magii powoli wracał na dawne tory. W jednym z
mniej uczęszczanych pubów siedział nastoletni chłopak pijąc zwykłą, mugolską
whisky. Nie chciał przebywać wśród czarodziei, gdy wszyscy rozmawiali o jego
ojcu i matce. Może i nie darzył ich żadnym szacunkiem czy miłością, jednak miał
poczucie, iż wojna się skończyła a on pozostał sam ze swoim bagażem cierpienia
i niewolnictwa. Wokół unosił się dym palonych przez niektórych ludzi papierosów
i zapach potu. Taki właśnie był Pub pod Gołą Babą, w którym alkohol kosztował
grosze a klienci równie dobrze mogli siedzieć w więzieniu ozdobieni masą
tatuaży i kolczyków w przeróżnych miejscach. Pomimo to właśnie tam Draco Malfoy
przepijał swój los pragnąc, aby wszyscy dali mu święty spokój. Po kolejnej już
whisky zaczął odczuwać efekty wypitego alkoholu, na co właśnie liczył.
Zresetować się na tyle, aby nic nie pamiętać. Zamówił następną kolejkę, gdy
miejsce obok niego zajęła zasmucona dziewczyna. Była jak zawsze piękna,
przynajmniej dla niego. Nie wyuzdana jak ta, którą musiał poślubić, Hermiona
była po prostu dziewczęca. Na dodatek rozumiała go bez słów, co potrafiła tylko
ona.
- Może lepiej, jak dokończysz w domu? - szepnęła
przyglądając się chłopakowi. Nie wyglądał dobrze, miał podkrążone oczy i
nieogolony od kilku dni zarost.
- Wątpię. - odparł biorąc od kelnerki kolejną
szklankę whisky. - Nie chcę tam teraz wracać. - dodał upijając potężny łyk.
- Możesz nocować u mnie, rodzice przenieśli się do
Ameryki i pozostawili dom pusty. Zatrzymałam się tam na chwilę. - zaproponowała
kręcąc młynki kciukami. Blondyn przyjrzał jej się dokładnie.
- Nie będę upijać się w twoim domu. - zaprotestował
wzdychając głośno. - Masz tam swoje wspomnienia, niech pozostaną nietknięte.
- To tylko gołe ściany, zabrali wszystko ze sobą.
Mama nawet wykopała róże, widziałam je w ogródku sąsiadki. - wzruszyła
ramionami. - Wiem, że nie jest ci łatwo przez to, co dzieje się teraz, ale
zawsze możesz na mnie liczyć. Nie pozwolę ci upaść.
- Granger, ja już upadłem. - odparł wypijając
alkohol do dna. Skrzywił się lekko i znów spojrzał w stronę kelnerki. Ta
przyszła natychmiast z ochotą przynosząc mu przygotowaną wcześniej kolejkę.-
Mój ojciec gnije w Azkabanie, matka w psychiatryku a przyszła żona zapewne
przelicza teraz wszystkie pieniądze jakie mam, żeby starczyło na jej wszystkie
wybryki. Prorok dobija się do mnie drzwiami i oknami, rodzina Pansy wciąż
opowiada o ślubie a ja w tym momencie chcę się zwyczajnie upić i nie myśleć o
niczym innym.
- Plotki o twoim ojcu w końcu ustaną, może mama
wyzdrowieje za jakiś czas a z Pansy spróbuj pogadać. Przynajmniej nie powiesz
mi, że masz opory w kwestiach łóżkowych? - mruknęła podpierając brodę ręką.
Chłopak natychmiast wycelował w nią złowrogie spojrzenie.
- Myślisz, że mógłbym przespać się z Parkinson?
Albo jakąkolwiek inną dziewczyną, Granger? Za kogo ty mnie w ogóle uważasz? - warknął
cicho.
- W końcu zapragniesz potomka a to chyba jedyny
sposób, prawda? - szepnęła przyglądając mu się smutnie. - Rodzice Rona w kółko
o tym mówią a mi powoli zaczyna brakować wymówek. Jest...niecierpliwy i odrzuca
mnie świadomość, że mógłby...no wiesz, dotknąć mnie w inny sposób. Jednak oboje
wiemy, iż innego wyjścia nie mamy. - westchnęła zamykając oczy.
- Też powinnaś się napić. - rzucił odpalając
papierosa. - Chodźmy do ciebie. - dodał wstając od stolika i podając
dziewczynie dłoń. Przyjęła ją uśmiechając się nikle.
- Masz karalucha na dekolcie. - usłyszała nagle
wyrwana z zamyślenia. Wstała szybko otrzepując się, ale nic niepokojącego na
sobie nie zauważyła.
- Bardzo śmieszne, Malfoy. - mruknęła znów zajmując
swoje miejsce przy biurku.
- Patrzyłaś się tempo przed siebie, więc musiałem
cię jakoś umysłowo obudzić. - uśmiechnął się perfidnie gasząc papierosa o
posadzkę. Dziewczyna pokręciła różdżką i po niedopałku nie pozostał żaden ślad.
- Zamyśliłam się. - odparła znów sięgając po
pergaminy.
- Wracałaś do przeszłości? - bardziej stwierdził,
niż spytał.
- Jej wujek należał do Zakonu, zobacz. -
powiedziała pomijając pytanie chłopaka. Stanął za nią czytając.
- "Jedyna żyjąca rodzina to Thomas Felton
również uznany za zaginionego".
- Nie podoba mi się to. - szepnęła chowając twarz w
dłonie. - Marc Demlan jest kuzynek Estery Fitschback, która też działała w
Zakonie, on również zniknął. Nas także ktoś zaatakował, widocznie jacyś
poplecznicy Voldemorta nadal są na wolności i mszczą się teraz. - poczuła jak
chłopak odsuwa się od niej i po chwili zajął miejsce obok.
- Skupmy się na tym, co wiemy. Przeciwnik działa
bez używania czarnej magii, więc trudniej jest go namierzyć. Lista
śmierciożerców została prawdopodobnie zapełniona i wszyscy gniją w Azkabanie.
Jeżeli nie ma znaku na ramieniu, to będzie jeszcze trudniej. Do tego jak na
razie interesuje go głównie rodzina ludzi z Zakonu. My nie mamy tak po prawdzie
nikogo, ale... - Hermiona nagle podniosła głowę i wbiła w chłopaka przerażone
spojrzenie.
- Może i moi rodzice mnie nie pamiętają, ale ich
zdjęcia są w papierach w szkole. Wystarczą proste zaklęcia i można ich
namierzyć. - pisnęła zakrywając dłonią usta. Blondyn złapał ją mocno za drugą
dłoń mówiąc stanowczo.
- Nic im nie będzie, wyślę do nich skrzaty domowe.
Będą ich pilnować. - obiecał.
- Jeżeli przeciwnik jest dość silny nie dadzą sobie
rady. Mają tylko podstawowy zakres magii.
- Zdążą ich przetransportować do mojego domu, tam
będą bezpieczni. - rzekł całując jej palce. - Nie bój się, nie zostawię ani
ich, ani ciebie.
- Draco...a co z resztą ludzi, na których nam
zależy? Co z Weasleyami, Harrym, Pansy, Blaisem...nie mówiąc już o Zakonie,
mamy tam przyjaciół. - szepnęła czując, jak łamie jej się głos.
- Dlatego musimy jak najszybciej udać się do bazy i
porozmawiać z nimi. Prawdopodobnie mają już jakieś informacje, wszystko jest
tylko kwestią czasu. - zapewnił gładząc ją po włosach.
- Masz rację, musimy udać się do Zakonu i zdać im
raport. Jutro wieczorem Ron i chłopaki z zespołu idą do Hogsmade na piwo
kremowe, pogadam z Harrym i możemy działać.
- Powiem Pansy, że mam szlaban u Binsa i muszę
sprzątać salę od historii...szczoteczką do zębów, czy coś. - uśmiechnął się
posępnie na myśl o jękach niezadowolonej brunetki.
- Mogę dać ci trochę eliksiru nasennego. -
zaproponowała dziewczyna uśmiechając się zalotnie.
- Proszę, proszę. Gdyby nie te miesiące spędzone
razem stwierdziłbym, że ktoś tutaj pomylił role. - zaśmiał się przyglądając jej
z zainteresowaniem. Po chwili dopiero ogarnęli, iż nadal trzymają się za ręce.
Dziewczyna wstała szybko składając pergaminy do drewnianego pudełka.
- Spadam, zanim Ron wróci z treningu. Ostatnio jest
strasznie nakręcony na wszystko, chyba sama zaaplikuje mu w końcu porządną
dawkę usypiacza. - mruknęła. Malfoy dalej spoglądał na nią hipnotyzując
wzrokiem.
- Brakowało mi zadań z tobą. - przyznał
przecierając brodę dłonią.
- Mi również, możemy po wszystkim założyć firmę
detektywistyczną. - zaśmiała się wrzucając wszystko do torby.
- Po szkole wyjeżdżam. - wyznał. - Załatwiłem sobie
przydział w Australii, potrzebują tam młodych aurorów. - Hermiona spojrzała na
niego zszokowana, ale kiwnęła jedynie głową. Nie mogli liczyć na nic innego a
im dalej od siebie, tym większa szansa na normalne życie. Bez słowa pożegnali
się pod kominkiem i każde z nich przeniosło się do swojego dormitorium.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz